niedziela, 28 września 2014

Na początku był chaos.

Mam duże parcie na podróżowanie, odkrywanie, gonienie króliczka. Czasami zapominam jak łatwo spakować tusz do rzęs, okulary przeciwsłoneczne i ruszyć w nieznane mniejlubbardziej. W te wakacje udało mi się wrócić do nawyków sprzed paru lat, które całkiem skutecznie pogrzebała we depresja i inne ogólne nieszczęście. Na nowo zaczęła cieszyć mnie fotografia, przypomniałam sobie jak cudownie jest łączyć suszone pomidory z pomarańczą, ile satysfakcji daje wypluwanie słów, zanurzanie w kadziach historii obcych krain i zdobywanie Mont Everestu każdego dnia. Postanowiłam pamiętać o dobrych rzeczach dłużej. Przypominać sobie, że wystarczy złapać torbę i zacząć iść. 

- Dzień dobry, którędy do Shangri-La?

--

I have a big urge to travel, discover, chasing the bunny. Sometimes I forget how easy it is to pack a mascara, sunglasses and go into the other worlds by the name moreorless. This summer I was able to go back to the habits which I had a few years ago, which were quite effectively buried in depression and other general disasters. I began to enjoy photography again, I remembered how wonderful it was to combine sun-dried tomatoes with orange, how much satisfaction it gives spitting out the words, dip in the history vats of foreign lands and conquering Mount Everest every day. I decided to remember the good things longer. Remind myself that it's simple: I just need to grab a bag and start walking. 

- Good morning, which way to Shangri-La?